Kingpin Best Deals

Dramat rodzica (?) i marzenie każdego dzieciaka, czyli gra na Mikołaja…

Ostatnio trafiłam przypadkiem na dyskusję dotyczącą gier komputerowych i dzieci.

Dyskusja odbywała się na FB, na profilu znajomej mojej znajomej. Głównym wątkiem była rozmowa o tym, że syn tejże znajomej (9 lat) marzy o GTA, zaś ona jest przerażona, zszokowana i kategorycznie zabrania… Potem już poszło dalej, różne mamy wypowiadały się na temat różnych gier… Ogólnie wyszło na to, że gry to samo zło, bo tam się strzela (straszne ?! :p ), zabija (koszmar :p ), klnie i ogólnie gry sprowadzają normalne grzeczne dzieci na złą drogę, pewnie wyrosną z nich bandyci, a co najmniej osoby upośledzone socjalnie (no, bo jak się siedzi godzinami przy komputerze… 😉 ).

pobranePoczytałam sobie tę dyskusję jak bajkę o żelaznym wilku i doszłam do wniosku, że chyba czas, aby ktoś się wypowiedział o dzieciach vs gry komputerowe, z nieco innej perspektywy. Zwłaszcza, że idą Święta i każdy „posiadacz” progenitury może spodziewać się, iż na liście marzeń znajdzie się przynajmniej jedna gra ;-).

A zatem co z tymi grami? Kupować, nie kupować? Pozwalać na granie, czy nie? A jeśli pozwalać to w co?

Mój syn ma teraz 13 lat. On twierdzi, ze 14, bo 13 już skończył, więc niech mu będzie – ma 14 lat.

Jest synem informatyka, więc wychował się (i nadal wychowuje) w domu pełnym komputerów. Co więcej, jest synem nałogowego „gracza”, więc wychował się w domu pełnym gier (komputerowych) i obserwując jak tata gra. Tata zaś najchętniej gra w strzelanki FPS („first person shooter” – dla niewiedzących – czyli takie gdzie jesteś jakimś ludkiem i latasz strzelając i zabijając innych, przykładowo zombiaki, ale nie koniecznie, można też ludzi bądź zupełnie abstrakcyjnych obcych) oraz w gry, które określiłabym jako strategiczno-wojenne, czyli takie gdzie zarządzasz jakąś armią czy grupą wojskową i masz wyznaczone cele strategiczne do osiągnięcia. I tu tak samo  – strzelasz, wysadzasz, zabijasz…

W takim otoczeniu ciężko dziecku powiedzieć, że nie wolno mu grać w gry lub, że nie wolno mu grać w gry w których się zabija… Jednym słowem – z punktu widzenia Pań, których dyskusję śledziłam-  w moim domu mam idealne środowisko do wychowania sobie asocjalnego bandyty, mordercy, topiciela małych kotków, dręczyciela szkolnego, złodzieja i ogólnie socjopaty 🙂 .

Jak zatem się ma ten mój potencjalny socjopata i z czego to wynika?

Otóż mam syna, który niewątpliwie bardzo dużo czasu spędza przy komputerze, wiele z tego czasu poświęcając na granie. Jest w końcu nastolatkiem :p .

Jednak poza siedzeniem przy kompie, czyta książki i komiksy, uwielbia japońskie mangi (do czytania i oglądania) i z tego powodu samodzielnie próbuje uczuć się japońskiego, grywa w gry planszowe, spotyka się z kolegami, lata z nimi na piłkę nożną, kosza czy rower. Samodzielnie i dobrowolnie chadza do muzeum Wojska Polskiego, bo zaczął interesować się militariami i uwielbia włóczyć się po wystawach w Muzeum.  Żeby dorobić sobie do tygodniówki (której mój Młody bardzo często niestety nie dostaje, bo „zapomni” posprzątać pokój, albo dostane słabą ocenę w szkole, a od tego m.in. tygodniówka zależy) nauczył się pracować (na poziomie podstawowym, ale zawsze) we flash-u i zrobił dla mnie (za pieniądze, dostał taką „ofertę pracy” od rodziców) animowane logo, potrzebne do jednego z moich projektów internetowych…

Jako „upośledzony socjalnie komputerowy nałogowiec”, czas przy komputerze spędza w 100% na skype, bo woli grać w towarzystwie, z ojcem i kolegami, a nie sam. Nie siedzi na fejsie, olewa NK i wszelkie inne „społeczności, nieczęsto sprawdza maila, co mnie akurat nieco denerwuje, bo czasem coś mu wysyłam, a on nie czyta 😉 .

Kiedy gra, to gra jak ojciec (bo często właśnie z ojcem, czego straszliwie zazdroszczą mu kumple) , w strzelnianki albo strategie. Nie gra (i nigdy nie chciał grać) w GTA :p . Sam powiedział, że jego zdaniem gra jest beznadziejna, mało interesująca, a jeżdżenie po mieście rozjeżdżając staruszki i „rzucając mięsem” nie wydawało mu się nigdy atrakcyjne 🙂 .

Dzięki, nieco chyba nietypowym, rodzicom ma ogromną kolekcję gier komputerowych –  w pudełkach, na Origin, na Steam, na GOG, na Battlenecie. Ma, bo uznaliśmy dość wcześnie, że nie będzie ani sensowne, ani wiarygodne, wmawianie mu, że granie jest „be”. Uznaliśmy, że lepiej mu na granie pozwolić, pod nadzorem, kontrolując w co i w jakim wieku gra oraz pokazując mu dobre i wartościowe gry. On mówił co chciałby przetestować, a my decydowaliśmy czy już może, czy jeszcze nie, albo wcale nie…

Póki co chyba się sprawdziło.

Jest zupełnie normalnym nastolatkiem, takim jak my kiedyś. Ma zainteresowania „pozakomputerowe”, wychodzi z domu i uprawia życie towarzyskie zarówno „w realu” jak i w sieci. Lubi grać, ale nie gra we wszystko i bez przerw, gry wybiera i potrafi na nie poczekać (jeśli są za drogie) lub zrozumieć że jakichś mieć nie będzie – bo nie ma i nie będzie miał żadnej konsoli do gier, wyłącznie PC.

Brak konsoli jest świadomym wyborem. Chcieliśmy dać Młodemu możliwość zabawy (grania), ale jednocześnie pokazać mu, że komputer jest lepszym rozwiązaniem, bo może służyć do jeszcze wielu innych rzeczy. Chcieliśmy, aby nauczył się, że do komputera siada się nie tylko po to, aby pograć, że można na nim oglądać filmy, korzystać z internetu, uczyć się, rozmawiać z innymi, pracować itd.  – w przypadku konsoli takiej możliwości nie ma, to wyłącznie „zabawka”.

Ogromna kolekcja gier komputerowych młodego, zawiera (teraz) bardzo dużo FPS-ów, gier wojennych i innych, które mają klasyfikację PEGI-18 czy PEGI-16. I gra w nie już od jakiegoś czasu. Gra, bo mu pozwalamy. Pozwalamy mu, bo wiemy, że rozumie doskonale różnicę między rzeczywistością, a światem w grze. Rozumie ją zaś między innymi dlatego, że już jako dziecko mógł grac w gry, tyle że dostosowane do jego wieku i stanu umysłu.

Zaczęliśmy o ile dobrze pamiętam od jakichś gierek online, w rodzaju „memory”, prawdopodobnie na stronie gry.pl.  Potem zaczęliśmy szukać innych gier dla małych dzieci – internet pełen jest nieszkodliwych zabaw online. Następnie przeszliśmy na „wyższy stopień wtajemniczenia” i zbieraliśmy darmowe gry, dodawane do płatków śniadaniowych itp. Można było czasem trafić w nich całkiem niegłupie przygodówki lub łamigłówki. „Przerabialiśmy” Sparkle i inne gry tego typu, Młody grał w Tetrisa i inne gry z czasów naszej młodości, zręcznościówki. Kolejnym krokiem było nabicie zestawu płyt edukacyjnych, z grami i łamigłówkami od Aidem, które Młody uwielbiał i korzystał z nich (sporadycznie, ale jednak) nawet pod koniec szkoły podstawowej.

A potem to już „poszło”:

  • SPORE (które ogromnie polecam, nawet dla przedszkolaków, bo jest świetne, rozwija wyobraźnię i pozwala także wyżyć się artystycznie, a przy okazji pozwala dziecku mniej więcej zorientować się jak działa ewolucja) ,
  • Portal (genialna gra logiczna, dość trudna, dzieciom paradoksalnie idzie lepiej, o jeszcze nie myślą schematami),
  • był epizod z SIMS-ami,
  • Młody grywał w Black & White,
  • przeszedł całą serię EA o Harrym Potterze (po przeczytaniu książek),
  • bardzo lubił przygodowe gry LEGO,
  • wreszcie odkrył mój ukochany Minecraft.

Naprawdę jest na rynku ogromny wybór gier, które są wartościowe, pomagają rozwijać różne pożądane cechy charakteru bądź zdolności, wystarczy tylko zadać sobie trud, żeby je znaleźć.

Nie wolno bezkrytycznie sugerować się oznaczeniami wiekowymi na grach, gdyż są one ustalane (wg mnie) bardzo mocno nadmiarowo.

pegiWarto sprawdzać dodatkowe ostrzeżenia umieszczane na opakowaniach gier, które mówią o tym czy gra zawiera w sobie przemoc, seks, wulgarny język, narkotyki, itp. ale tu również sugerowałabym traktowanie ich „informacyjnie” – to, że w grze ktoś klnie nie oznacza, że gra jest gówniana i nie warta zakupu dla dziecka. Przecież w telewizji wulgarny język mamy na porządku dziennym , w domach często też – nie oszukujmy się tu :p . Oznaczenie „seks” pojawi się również na opakowaniu pewnego dodatku do SIMS, a to przecież gra … dla dzieci :p .

Gry nie są złe same w sobie. To co bywa złe, to puszczenie dzieciaka na głęboką wodę, bez nadzoru, bez pomocy i podpowiedzi, bez wskazania kierunków i wyjaśnień.

Więc w imieniu wszystkich dzieci (które znam oraz tych nie znanych mi osobiście) zwracam się do Was rodzice:

proszę, KUPCIE swemu dziecku grę na Mikołaja, jeśli tylko o nią poprosi !

Kupcie, nie odmawiajcie kategorycznie. Jeśli dana gra Wam nie pasuje, jeśli uważacie że jest niewłaściwa dla wieku lub z innego powodu (przemyślcie, proszę, poważnie czy Wasze zdanie oparte jest na rzeczowych argumentach, czy może na „gry to zło” :p ), porozmawiajcie z własnym dzieckiem i wybadajcie czy może nie ma też jakiejś innej gry, z której by się ucieszyło, a która Wy moglibyście zaakceptować i tę mu kupcie.

Ale nie traktujcie gier jak zła wcielonego, bo nie jest to prawdą 🙂

I „żeby nie było”: ja NIE gram w gry komputerowe 😉 – o czym wiedzą doskonale wszyscy, którzy znają mnie osobiście – więc nie możecie mi zarzucić, że artykuł napisał „nałogowiec”, a co on tam wie, nałogowcem jest i tyle :p .

P.S. Nasza Z. (już studentka), córka tegoż samego informatyka-nałogowca, również wychowała się z grami. Mimo, iż dziewczyna – grała też w FPSy, Simsy i inne Warcrafty. I żyje, studiuje prawo, nie jest socjopatką, uprawia bardzo żywe życie towarzyskie i rodzinne, nie morduje ludzi, nie kopie mijanych na ulicy staruszek, nie narkotyzuje się :). A więc – da się! Gry same w sobie nie są w zadnym wypadku szkodliwe.

Kingpin Best Deals

Author: slightlyGEEK.pl

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten − three =

%d bloggers like this: