Kingpin Best Deals

Geekowy wpis, czyli moje życie w telefonie

Pytałam wczoraj na fejsie, o czym powinnam napisać i jedną z propozycji był wpis geekowy o telefonach i aplikacjach. „Mówicie i macie”, więc przechodzimy do sedna – po co mi telefon?

Oczywiście do telefonowania i sms-owania 😉 To absolutna podstawa, każdy go właśnie do tego używa. Do niedawna używałam swojego telefonu tylko do tego właściwie. Dlaczego?

Dlatego, że korzystałam (jeszcze niedawno, tak, tak 🙂 ) ze zwykłej komórki, a nie smartfona. A to dlatego z kolei, że nie mogłam znaleźć sensownego smartfona, który spełniałby moje oczekiwania oraz nie był gigantyczni i ciężki i nie byłby nieziemsko drogi. Ale ostatecznie od pewnego czasu jestem właścicielką Samsunga Galaxy SIII (tak, tego już „starego” modelu, który zdaniem mojego B. /informatyka/ jest najlepszym wyborem na rynku jeśli chodzi o relację „cena vs. bebechy”.

Oczywiście jako kobieta informatyka nie mogę mieć całkiem normalnego telefonu – mój SGS III został od razu „zaorany” i B. wgrał mi najlepszy jego zdaniem ROM – Miui.

Wygląda to tak jak poniżej (oczywiście to wersja spersonalizowana już przeze mnie – moja tapeta, mój układ ikon, moje ekrany i takie tam, ale ikonki są od Miui i funkcjonalności są od Miui. Bardzo mi leży ta wersja ROM, polecam wszystkim – moja jest nieaktualizowana od dłuższego czasu, ale nie mam potrzeby – wszystko działa stabilnie i bezproblemowo, aplikacje się nie zawieszają, problemów – brak 🙂

I co mamy na tym smartfonie, poza tym, ze z niego dzwonię?

Mamy aparat, który daje zupełnie sensowną rozdzielczość zdjęć – kilka z fotek na blogu, to właśnie z mojego SGS III 😉

Nie mam żadnych specjalnych czy dziwnych aplikacji, jak coś ściągam do testów i nie sprawdza się to odinstalowuję od razu – nie lubię mieć śmieci, nie mam gier.

Na telefonie mam za to niezbędnik każdej zakupoholiczki lub też jak ja to wolę określać „gospodarnej i zorganizowanej Pani domu”  😉 dzięki któremu nie noszę już torebek ani plecaków, a mój ukochany specjalny portfelik na karty lojalnościowe oraz notatnik typu „filofax” poszły w kąt i tam płaczą 😉

A dlaczego „leżą i płaczą”? Ano dlatego, że mam porządna apke do notatek i przypomnień i mam aplikacje, które mieszczą w sobie wszystkie moje katy lojalnościowe i pozwalają na znacznie więcej.

Czego zatem używam?

Po pierwsze – OneNote: coś co pozwala mi zapisywać sobie rzeczy ku pamięci na dowolnym urządzeniu i mieć je zawsze przy sobie, bo synchronizuje mi się z telefonem 🙂 Mój chłop używa jeszcze innych aplikacji, ale mnie się OneNote wystarczająco dobrze sprawdza, na razie nie zmieniam :p

 

Po drugie – mam zainstalowany Dropbox – coś co jest mi potrzebne żeby mieć dostęp z dowolnego komputera do moich zdjęć czy ważnych plików.

W przypadku telefonu – używam do automatycznego przesyłania zdjęć oraz zrzutów ekranu na mój komputer (a właściwie na konto Dropbox, które mam podłączone i w telefonie i w komputerze).

Takich darmowych dysków sieciowych jest dużo, ale mnie się najlepiej sprawdza Dropbox – najszybciej z tych, które testowałam przesyła zdjęcia z telefonu na komputer – mam je dostępne na moim PC właściwie w 1-2 sekundę po cyknięciu zdjęcia telefonem. Oczywiście  ile jestem w zasięgu WiFi albo choćby sygnału komórkowego 🙂

nowe20

https://www.dropbox.com/

Po trzecie – mam zainstalowany Listonic – aplikację do tworzenia list zakupowych. Niby głupstwo, ale ta akurat jest fajna z kilku powodów:

  • można artykuły do kupienia wpisywać z ręki, albo skanować kody kreskowe z opakowań,
  • można włączyć pokazywanie cen produktów, można włączyć pokazywanie promocji ze sklepów i dodawanie artykułów w promocji do listy zakupów…
  • i najważniejsze – można współdzielić listy, a tym samym „zlecać” komuś coś, bo jak osoba współdzieląca  ma zainstalowanego Listonica, to wyskakują jej komunikaty na telefonie, przy zmianach na liście.

Ja uwielbiam współdzielenie, ale używam go do… „umawiania się z mim B. na randki”, a nie do zakupów :p

Po czwarte – Bluepocket, czyli moje karty lojalnościowe w 1 miejscu <3

Teraz zamiast grubaśnego portfelika na karty, mam karty w telefonie 🙂

OK, chwile musiałam się pobawić, bo każdą trzeba wskanować do telefonu i nie zawsze wchodzi to „od pierwszego kopa”, kilka musiałam dodać ręcznie, podając kod z karty, ale było warto. Wszystkie karty mam zawsze ze sobą i w każdym sklepie czy punkcie mogę naliczać sobie punkty za transakcje. Nie każdy sklep jest wyposażony w skanery czytające kod kreskowy z telefonu, ale to też nie problem, bo w najgorszym wypadku dyktuję Pani przy kasie numer z mojej karty w telefonie, a ona nabija i tyle 🙂

Sprawa fajna o tyle, że wystarczy raz wskanowac karty i o ile masz konto na Bluepocket (można logować się poprzez fejsa), to po każdej reinstalacji on po prostu synchronizuje je ponownie i nie trzeba od początku bawić się w dodawanie kart.

A dodatkowo – Bluepocket ma opcje kuponów rabatowych od firm i miejsc, które pobieramy sobie bezpośrednio z aplikacji, ma możliwość wgrania biletów (nie testowałam jeszcze i nie wiem jak działa).

Po piąte – mam zainstalowane dodatkowe aplikcje kuponowo-rabatowo-punktowo-gazetkowe, czyli niezbędnik każdej Pani domu albo zakupoholiczki 😉 : Payback, Alma, Tesco, Rossmann, Superpharm, YvesRocher oraz różne aplikacje kuponowe:

Mam też na telefonie aplikacje do pracy, czyli Facebook Manager, WordPress, Twitter, Google+, Instagram… ale nie będę o nich pisać, to żadna ciekawostka…

Nie płacę telefonem. Według mnie, technologia jeszcze jest za mało rozpowszechniona żeby było bezpiecznie, nie mam odpalonych płatności zbliżeniowych komórką.  Ale odkąd mam do moje wymarzone etui – mój SGS III zastępuje mi całkowicie mój stary portfel, mój filofax oraz masę papierowych kuponów rabatowych i żółtych karteczek… 🙂

Kingpin Best Deals

Author: slightlyGEEK.pl

Share This Post On

Trackbacks/Pingbacks

  1. Zrobił mi się blog kosmetyczny… ech… | Slightly GEEK - […] upadł, bo po kilku próbach wys…

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × one =

%d bloggers like this: