Moje pachniaki, czyli świeczki zapachowe z Biedronki, od Old Williamsburgh Candles oraz Yankee Candle …

Za oknem przepiękna pogoda, choć mroźno (byłam na zakupach, wiec wiem 😉 ), zaś w mieście dziś miał być armagedon komunikacyjny, który chyba się nie odbył… Ale co się odwlecze, to nie uciecze – zaniepokojeni posiadacze aut, którzy dziś (chyba?) zostawili je pod domami, jutro z pewnością ruszą nimi do miasta i armagedon będzie 😉

Jest więc dobry moment na to, aby nadrobić zaległości recenzenckie i opowiedzieć Wam o czymś przyjemnym, a konkretnie o mojej kolekcji pachniaków i o testowaniu świeczek zapachowych dla Biedronki 🙂 .

Najpierw będzie o testowaniu z Biedronką, bo wiem, że część z Was bardzo zainteresowała możliwość testowania produktów, które Biedronka następnie wprowadzi (bądź nie) do oferty…

Aby brać udział w testach konsumenckich Biedronki, należy założyć konto na specjalnej stronie, a potem już śledzić informacje otrzymywane mailem i mieć trochę szczęścia 🙂

Ja odrobinę szczęścia najwyraźniej miałam, wskazanego dnia udało mi się o właściwej godzinie zalogować i wysłać zgłoszenie do testowania, zanim limit „miejsc” się wyczerpał. Potem już zostało tylko czekanie na przesyłkę z Biedronki, która przyszła w ciągu 2 dni (!) . W paczce, do testów dostałam 8 zapachów, każdy po 2 sztuki.

Zapachy (nazwy zapachów), które otrzymałam do testów to:

  • NARZISSUS,
  • COCO CHARLENE,
  • ANGELS WINGS,
  • BLUE AIR,
  • APHRODISIAC,
  • LUXURY TOUCH,
  • MILION DREAMS,
  • SPECIAL NIGHT.

Test miał polegać na wypaleniu przeze mnie świeczek, a następnie wyrażeniu opinii ich dotyczącej, w specjalnej ankiecie online. Ankieta zawierała również pytania o opakowania świeczek, ich ceny oraz o moje zwyczaje dot. świec zapachowych i ulubione marki…

Świeczki przetestowałam skrupulatnie, wypaliłam już wszystkie. Co do wrażeń to:

  1. wszystkie zapachy świeczek od Biedronki zakwalifikowałabym jako „toaletowe„/”drogeryjne” – czyli pachniały jak wody toaletowe, ew. odświeżacze powietrza. To spore rozczarowanie, liczyłam na zapachy owocowe, kwiatowe, jedzeniowe, takie jak w świecach YC czy innych, używanych przeze mnie. Zapachy były jednak dość przyjemne, ale w moim domu sprawdziły się głównie w łazience – w mieszkaniu wolę zapach jedzenia czy owoców…
  2. świece z Biedronki były wydajne – ja dostałam takie większe tealighty (na oko 2 razy większe niż normalne) – wystarczały na około 8 godzin palenia, zapach był dość intensywny, nie paliłam żadnej 8 godzin non-stop, po około 2-3 godzinach przerywałam palenie, aby nie „udusić się” 😉 od intensywności aromatu 🙂
  3. każda świeczka była w innym kolorze, bardzo pastelowym – nieco dopasowanym do koloru nalepki z nazwą – gdyby były nieco intensywniejsze w odcieniu z pewnością ułatwiłoby to rozróżnianie świeczek, gdyby sprzedawane były w opakowaniach zbiorczych z różnymi zapachami.

W sumie – bardzo wydajne świece zapachowe, jeśli będą niedrogie, to z pewnością są godne polecenia, dla amatorów zapachów perfumeryjnych. U mnie niestety „nie zrobią kariery”, bo jak wspominałam – wolę zapach owoców, świeżych kwiatów, czy jedzenia, w domu…

Na stronie Biedronki dostępne są już wyniki testowania świeczek – wg rankingu testerów wygrały zapachy:

  • COCO CHARLENE,
  • BLUE AIR,
  • APHRODISIAC,
  • SPECIAL NIGHT.

W moim własnym rankingu wygrał zapach Blue Air – bardzo męski aromat wody toaletowej, wybrany przez moich Panów – oraz Angel Wings – mój faworyt. Co ciekawe – zapachy Aphrodisiac oraz Coco Charlene u nas w domu nie znalazły fanów – były to najmniej podobające się nam aromaty 😉 .

I to tyle jeśli chodzi o testowanie świeczek z Biedronką. Bardzo przyjemne, ciekawa jestem czy świeczki (i które) pojawią się w Biedronce, w jakich opakowaniach (ja sugerowałam szklane słoiczki) i w jakich cenach…

 

A teraz inne pachniaki, czyli moje wrażenia na temat świec Old Williamsburgh Candles – świece z wosku sojowego – kupionych w sklepie aromatyczneswiece.pl.

Świece zapachowe w moich testach, kupione w aromatyczneswiece.pl

Świece zapachowe w moich testach, kupione w aromatyczneswiece.pl

To była moja pierwsza „przygoda” zarówno ze sklepem aromatyczneswiece.pl, jak i ze świecami OWC. Zakupy zrobiłam przede wszystkim dlatego, że wygrałam w konkursie bon rabatowy na zakupy w tymże sklepie właśnie. Postanowiłam więc upiec dwie pieczenie na jednym ruszcie i wypróbować zarówno sklep, jak i nowy, nieznany mi wcześniej, rodzaj (markę) świec.

Zamówiłam 4 zapachy, w wariancie „petitka”, czyli taki „sampler” – bo planowałam wypróbować nieznane mi jeszcze świece (rodzaj i zapachy)i nie były mi potrzebne większe:

  • Coconut Lime – Kokosowa limonka
  • Butterfly Meadows – Motyle na łące
  • Kiwi & Pommegranate – Kiwi i owoc granatu
  • Mulberry – Owoc morwy.

Niestety, przy potwierdzaniu zamówienia okazało się, że Mulberry (na którym chyba najbardziej mi zależało) nie był już dostępny w małym rozmiarze, zmieniłam zatem zamówienie i zamiast morwy zamówiłam zapach (również „petite”) Pineapple Guava Salsa.

Sama realizacja zamówienia przebiegła poza tym bezproblemowo, mój kod rabatowy nie sprawił żadnego problemu, mogłam szybko zapłacić za zamówienie, przesyłka również dotarła terminowo.

Zaczęłam więc z wielkimi nadziejami aromatyzowanie mojego domu zapachami OWC:

  • Coconut Lime
  • Butterfly Meadows
  • Kiwi & Pommegranate
  • Pineapple Guava Salsa.

Jak było?

No cóż, trochę się rozczarowałam. Świece Old Williamsburgh Candles są niestety znacznie mniej intensywne, niż się spodziewałam. Po otwarciu słoiczków pachniały bardzo ładnie, ale niestety w trakcie palenia ich aromat jest bardzo delikatny i nie rozchodzi się po pomieszczeniach tak jak w przypadku używanych przeze mnie YC.

Świece w formie petitki wystarczają na około 10-15 godzin palenia, ale w ich przypadku (inaczej niż przy świecach z Biedronki lub YC) musiałam palić je właściwie non-stop, aby w ogóle dało się wyczuć aromat w pomieszczeniach :(.

Zapachy wybrane przeze mnie okazały się sympatyczne, bardzo naturalne, ale z racji niewielkiej intensywności zapachu świece okazują się mało wydajne, a więc relatywnie drogie: petitka OWC kosztuje 16-20 złotych, podczas gdy nieco mniejsza, ale znacznie wydajniejsza świeca YC (sampler) kosztuje około 10 złotych…

Dodatkowy „problem”, to informacja na opakowaniu słoiczka mówiąca o tym, iż należy przerwać palenie (zaprzestać go), gdy w słoiczku znajduje się tylko 1/4 lub mniej, wosku… 🙁

W sumie – bardzo ładne zapachy, w małych, estetycznych słoiczkach, ale koszmarnie niewydajne i relatywnie drogie… Ja nie kupię więcej, z żalem.

 

I na koniec – woski YC.

To moja pierwsza przygoda, z woskami, bo markę Yankee Candle znam, lubię i używam na co dzień, ale dotychczas kupowałam wyłącznie świeczki, a konkretnie samplery – lubię zmieniać zapachy, nie potrzebne mi duże (i drogie niestety) świece…

Woski Yankee Candles

Woski Yankee Candles

Na zakup wosków zdecydowałam się z jednej strony z ciekawości (czy będą bardziej, mniej, czy tak samo intensywne jak świece), a z drugiej dlatego, że udało mi się niedawno kupić kominek aromatyczny, do wosków właśnie (sądząc po wielkości pojemniczka) w okolicznym Społem AGD, za „całe” 12 złotych… Miałam więc wreszcie w czym woski topić – wcześniej kominka do wosków nie miałam (wyłącznie do aromaterapii, na olejki), a te oryginalne od YC są zdecydowanie droższe (40 – 100 zł) i nie byłam przygotowana na taki wydatek nie wiedząc czy woski mi się sprawdzą…

Ale skoro pojawił się w moim domu kominek, to natychmiast poleciałam do mojego YC na Zwycięzców kupować woski. Akturat trafiłam na promocję/przecenę i zamiast po ok. 10 zł woski były po 7zł… więc nabyłam nie jeden, a kilka :). Konkretnie 5 zapachów:

  • znany mi już w formie świecy – True Rose
  • również znany – Fresh Cut Roses
  • oraz nowe: Pink Grapefruit, Garden Sweet Pea, oraz Cassis.

Z tym ostatnim wiązałam największe nadzieje, jak i obawy – miałam nadzieję, że okaże się hitem – nie słodkim, wytrawnym zapachem czarnej porzeczki…

Co się okazało?

Na razie wypaliłam właśnie Cassis oraz Garden Sweet Pea – zapachy różane (jak znane mi) czekają na specjalne „różane okazje”, zaś grejpfruta nie zdążyłam jeszcze przetestować.

Zapach Garden Sweet Pea okazał się mega intensywny i wręcz duszący. Musiałam przerywać palenie po najdalej 30 minutach, bo był ciężki do zniesienia… To nie będzie zapach, który kupię ponownie :(.

Cassis – REWELACJA!

Dokładnie to na co miałam nadzieję – nie słodka, wytrawna czarna porzeczka, bardzo intensywna, ale nie dusząca… Wprost idealna da mnie :).

Ogólne wrażenie z testowania wosków wypadło nieźle – woski są wydajne, intensywne, porównywalne wydajnością i intensywnością zapachu z samplerami.

Będę więc kupować i woski i świece, zależnie od tego, czy będę chciała rozpalać kominek (w sumie wychodzi ciut drożej niż świeca, bo trzeba wziąć pod uwagę jeszcze koszt tealighta do kominka), czy będę wolała zapalić świecę w świeczniku…

A co do zapachów – już byłam po raz kolejny w The YankeeStore (w trakcie urodzin), aby dokupić kolejny wosk Cassis 🙂 … przy okazji dokupiłam jeszcze zapas różanych oraz 2 nowe zapachy – Black Cherry (kocham wiśnie !) i Pink Dragon Fruit… Zapowiadają się nie słodko, czyli tak jak najbardziej lubię 🙂

I to tyle tytułem pachniakowej relacji… Milego, wiosennego dnia!

 

I jeszcze mał P.S. – pewnie na to wpadliście, ale moze nie, wiec podpowiadam: zarówno woski jak i samplery YC, z racji intensywności zapachu wydzielanego przez folię, idealnie nadają się do trzymania w szufladzie z bielizną :).

2015-02-03 09.37.59

Author: slightlyGEEK.pl

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 − 13 =

Kingpin Best Deals
%d bloggers like this: