Kingpin Best Deals

Żegnajcie naczynka ! – czyli testowanie dla Wirtualnej Kliniki (część 1)

Do kliniki Pani Dr Beaty Dethloff, na Nowogrodzkiej, trafiłam w kwietniu dzięki akcji testowania zabiegów medycyny estetycznej prowadzonej przez Wirtualną Klinikę. Ku mojemu zaskoczeniu moje zgłoszenie zostało jednym z 10 zwycięskich i mogłam umówić się na testowanie zabiegów mających na celu pozbycie się naczynek :).

Po telefonicznym umówieniu się na zabieg – zostałam poinformowana, że nie muszę się specjalnie do niego przygotowywać – pozostało tylko czekać :).

W dniu zabiegu specjalnie wyruszyłam z domu wcześniej, obawiając się, że utknę w korkach – jechałam z Saskiej Kępy do Centrum, a wiadomo jak teraz jest z przemieszczaniem się na lewą stronę Wisły, po pożarze mostu Ł. Tym razem korków jednak nie było i do kliniki dotarłam pół godziny za wcześnie. Nie stanowiło to żadnego problemu – miałam sporo czasu na wypełnienie ankiety dot. mojego stanu zdrowia oraz relaks w uroczej poczekalni.

W końcu przyszedł czas na zabieg – poznałam Panią Dr Beatę Dethloff, która osobiście zajmowała się moją twarzą. Na początek, standardowo, zmycie makijażu i ocena zakresu problemu – miałam na twarzy (głównie policzki i okolice nosa) siateczkę drobniutkich popękanych naczynek, która powodowała, że cała skóra miała nieco różowy odcień. Było też kilka większych naczynek do zamknięcia – na prawym policzku oraz w okolicach ust.

Po zmyciu makijażu i zrobieniu zdjęcia mojej twarzy (stan przed) rozpoczął się sam zabieg. W pomarańczowych okularach, które miały chronić moje oczy przed niebezpiecznym światłem lasera, na leżance oddałam się w ręce Pani Beaty. Najpierw – nałożenie żelu chroniącego przed zbyt mocnym poparzeniem skóry. Następnie – punktowo – laser.

Do tej pory było bardzo przyjemnie i sympatycznie, ale kiedy Pani doktor oglądając moją skórę przy wsparciu lampy ze szkłem powiększającym zaczęła zabieg laserowy, zrobiło się już mniej przyjemnie. Działanie lasera niestety nie jest bezbolesne. Każde przyłożenie go do skóry oznaczało ukłucie (wrażenie jak przy ukłuciu szpilką) – tam gdzie naczynka były malutkie – lub wręcz palenie jak przy mocnym sparzeniu. Wręcz czułam jak „wypalane” są moje spękane naczynka ;-). Odczucia są zdecydowanie nieprzyjemne, ale nie jest to bardzo duży ból (chyba, że ktoś ma wybitnie niską tolerancję), więc „dawałam radę” i leżałam spokojnie, słuchając „piukania” lasera i chwilami zaciskając zęby.

Ponieważ zabieg wymaga precyzyjnego zastosowania lasera, miejscowo, skończyła się pogawędka z Panią Doktor – ja leżałam absolutnie nieruchomo, nie używając mięśni twarzy, a Pani Doktor zamykała moje naczynka, opowiadając mi o tym co robi, jakie będą rezultaty i jak powinnam pielęgnować moją skórę po zabiegu. Dowiedziałam się, że zamykanie naczynek wymaga zazwyczaj 2 sesji (czasami 3), gdyż nie wszystkie naczynka udaje się zamknąć za pierwszym razem, a czasem zdarza się, że niektóre otwierają się ponownie , dlatego z Panią Doktor powinnyśmy spotkać się ponownie, mniej więcej za miesiąc. Zostałam poinformowana, że w rezultacie zabiegu będę zaczerwieniona i być może trochę opuchnięta, a w kolejnych dniach na mojej twarzy mogą pojawić się małe strupki.

W moim przypadku sesja laserowego zamykania naczynek trwała około 40 minut. Bezpośrednio po zabiegu mogłam obejrzeć swoją twarz w lusterku. I tu ogromne zaskoczenie – mimo iż byłam silnie zaczerwieniona i nieco opuchnięta (delikatnie) mogłam zauważyć, że część naczynek faktycznie zniknęła. Od razu zniknęła! To było szczególnie przyjemne odkrycie, gdyż nie spodziewałam się widocznych rezultatów tuż po zabiegu. Od razu poczułam, że pieczenie, które odczuwałam na całej twarzy po laserze było tego warte :D!

Potem zostało jeszcze przypudrowanie mnie, abym mogła wyjść na ulicę nie przypominając ofiary pożaru 😉 – dobra przesadzam, nie było tak strasznie, ale byłam wyraźnie zaczerwieniona – przypomnienie zaleceń pozabiegowych (żadnych peelingów, kosmetyków złuszczających, tylko preparaty z wit. C oraz odżywcze, szczególnie te dla cery naczynkowej, np. z kasztanowcem) oraz umówienie kolejnej wizyty, na maj.

Po zabiegu wróciłam do domu – specjalnie tak zaplanowałam sobie dzień – i natychmiast zmyłam puder, a w twarz wklepałam serum z wit. C oraz krem dla cery naczynkowej.

Zaczerwienienie i pieczenie skóry zniknęły po kilku godzinach.

Lekkie opuchnięcie zniknęło przez noc.

Następnego dnia faktycznie zauważyłam na swojej twarzy niewielkie, brązowe strupki, ale poza tym kolor mojej twarzy zdecydowanie się poprawił – stopniowo, co raz bardziej traciła różowy odcień, którego wcześniej nadawała jej siateczka drobnych, popękanych naczynek…

Przez kilka kolejnych dni unikałam peelingowania, stosowałam wyjątkowo delikatne kosmetyki do demakijażu oraz oczywiście zaleconą mi wit. C i krem do skóry naczynkowej. Póki co (5 dni), ponieważ skóry nie złuszczam – maleńkie strupki jeszcze się utrzymują, ale koloryt skóry jest nadal zdecydowanie lepszy. Widzę już gdzie naczynka zniknęły, a które jeszcze pozostały. Rozumiem już, czemu zabieg wymaga więcej niż 1 sesji i już nie mogę doczekać się majowego spotkania z Panią Beatą, bo widzę, że warto!

 dr-beata-dethloff

logotesty

 

 

Dalszej części relacji z zabiegów laserowego usuwania naczynek w klinice Dr Beaty Dethloff możecie spodziewać się pod koniec maja lub na początku czerwca. Stay tuned!

Kingpin Best Deals

Author: slightlyGEEK.pl

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 5 =

%d bloggers like this: