Kingpin Best Deals

Zielono mi, czyli samo zdrowie w szklance…

Jakiś czas temu, na przedwiośniu, postanowiłam „uzdrowić” naszą rodzinę. Uzdrowić, w sensie dostarczenia nam w tym trudnym okresie roku dużej ilości witamin i mikroelementów, niezbędnych dla zdrowia i urody. W grę wchodziły różne suplenemty diety, ale ja chciałam naturalnie…

Przegrzebałam więc internet (nieoceniony był tu mój Pintetest) i zdecydowałam, że będziemy się witaminizować koktailami owocowymi i warzywnymi.

Ale nie tylko z warzyw i owoców, uznałam, że jak eksperyment, to eksperyment – poleciałam nabyć zupełnie nieznane mi dotychczas produkty, takie jak algi w proszku (spirulina) oraz mielony, młody jęczmień…

Trenowałam również dodawanie jako „rozcieńczalnika” – wody, soków owocowych (tych kupnych i tych zrobionych przeze mnie jakiś czas temu (miałam zapas domowej roboty kompoto-napoju ananasowego), wody kokosowej, mleka kokosowego, zielonej herbaty… słodziłam miodem, syropem klonowym, albo niczym – nie używam do moich smoothies-ów cukru, ani niczego co nie jest „świeże”,”eko” itp. 😉

Robiłam głównie koktaile owocowe, na bazie tego co w zimie i na przedwiośniu jest dostępne w sklepach, czyli z jabłek, bananów, kiwi, ananasa, cytrusów… używałam jako dodatku szpinaku, ze względu na zawarte w nim żelazo. Ze smoothies-ami warzywnymi w zasadzie nie eksperymentowałam, bo sałatę jem jako sałatę ;-), buraczki „uznaję” tylko na ciepło lub jako ćwikłę, marchewkę raczej na ciepło, albo samą do chrupania. Jedyny warzywny koktail jaki zrobiłam był z pomidorów i awokado – coś w rodzaju guacamole do picia – dobry, ale mam już parę innych pomysłów na wykorzystanie pomidorów w blenderze 😀 .

Co z tego wynikło?

Pijamy koktaile… już nie codziennie, bo jednak trochę mi zdechł zapał i nie chce mi się na co dzień szarpać…Ale pijamy i eksperymentuję nadal z różnymi przepisami.

Zachęcona pierwszymi rezultatami (pierwszy własnego pomysłu przepis na zielone smoothie okazał się strzałem w 10!) założyłam sobie własną smoothies-ową tablicę na Pinterest, na którą wrzucam przepisy przetestowane przez siebie oraz inne, ciekawe znalezione w internecie – do wypróbowania w przyszłości.

Wiem już, że zarówno algi jak i jęczmień są paskudne w smaku i trzeba zdecydowanie szykować intensywne w smaku koktaile, a tych dziwolągów dodawać najwyżej 1 łyżeczkę na cały blender, bo inaczej „zabije” smak owoców czy warzyw :p .

Odkryłam, że woda kokosowa (dość drogi „rozpuszczalnik”, jeśli ktoś chciałaby znać moje zdanie) jest właściwie bez smaku i nie mam sensu jej używać, identyczny rezultat osiąga się ze zwykłą wodą 😉 .

W moim domowym arsenale koktailowym (od wieków) był i jest również koktail mleczno-bananowy, ale nie traktuję go jak zdrowego smoothie…  może to błąd, ale dla mnie on jest zwyczajnym napojem i tyle… i nie planuję go ulepszać dodając cokolwiek innego, bo mleczny koktail bananaowy jest genialny sam w sobie i nie będę go psuć 😉 paskudną spiruliną… ani tym bardziej masłem orzechowym (a takie przepisy w internecie znalazłam).

Co do rezultatów zdrowotno-urodowych, to nie mam wyrobionego zdania. Na razie nie widzę za bardzo rezultatów, tych urodowych. OK, wiadomo, że to będzie zdrowe, bo to „porcja witamin i błonnika”, ale liczyłam na zauważalne efekty urodowe właśnie…

Mój B. twierdzi, że zdecydowanie lepiej czuje się i ma więcej energii, gdy dzień rozpocznie od owocowego smoothie.

Z całą pewnością również znacznie lepiej i sprawniej przebiega proces trawienny 😉 i jeśli ktoś ma problemy „toaletowe”, to gorąco polecam… usprawnia co trzeba, ale bez nieprzyjemnych efektów jakie może dawać na przykład maślanka 😉

Niestety (pewnie dlatego, że nie piję koktaili codziennie) nie zaobserwowałam właściwie żadnych efektów dobroczynnych na skórze, włosach czy paznokciach, a na to liczyłam…

Zatem zdrowie jest, energia jest, ale urody jakoś nie przybywa 😉 . Nie poddaję się jednak, zbliża się sezon owocowy, będzie więcej możliwości i może uda mi się wprowadzić koktaile codziennie… robię sobie wielkie nadzieje, bo szczerze mówiąc mam już powyżej uszu bazowania na jabłkach i bananach, chciałabym czegoś czerwonego, żółtego… kolorów  🙂

Truskawki, maliny, jagody, wiśnie, czereśnie, brzoskwinie, morele… młode marchewki, tanie pomidory, świeże zioła – przybywajcie, mam dla Was inne niż dotychczas zastosowanie! 😀

 

A Was zachęcam do śledzenia mojego albumu „jedzeniowego” na fanpage oraz tablicy na Pinterest – będę wrzucać kolejne przepisy i inspiracje – własne i cudze.

ScreenShot033

Kingpin Best Deals

Author: slightlyGEEK.pl

Share This Post On

Submit a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

3 × three =

%d bloggers like this: